this-is-my.BLOG
ARCHIWUM
2010czerwiec
luty
2009
sierpień
lipiec
czerwiec
luty
styczeń
2008
listopad
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
2010-06-18 04:30:46 | Przede wszystkim, to widzę, że i może się nieco pospieszyłem, bo powracam już po czterech miesiącach, co w ostatnim czasie niekoniecznie było moim zwyczajem. Ale dziś nieopatrznie zbłądziłem na blogi i tak jakoś, z sentymentu, postanowiłem napisać co nieco. No i klops. No bo paradoksalnie po takim czasie nie wiem o czym. A to dlatego, że sporo tego i teraz można albo tak nieładnie ogólnikami lub też ładnie, ale będzie tasiemcowo. Głupio też tak trochę znienacka o byle pierdołach życia codziennego. Ale i tak spróbuję.
Otóż najważniejszą informacją dla mnie, a zwłaszcza dla coraz bardziej niepokojących się rodziców, jest to, że w końcu udało mi się obronić. Hm, w zasadzie nie siebie, a pracę magisterską, bo mnie jakoś nikt zbytnio nie atakował. Widocznie całe to grono naukowców, z którymi myślałem, że będę się mierzył, stwierdziło, że nie ma co zbytnio komplikować, bo by się mnie jeszcze noga powinęła i zostałbym na kolejne parę lat. I tym sposobem gładko wkroczyłem w szanowne grono magistrów. Najbardziej dotychczas biedna była Żona moja, która zmuszona była pełnić rolę mojego rzecznika w zakresie spraw magisterium, bo mnie już się bano pytać o status pracy, więc i ona głęboko odetchnęła. Ja sam nie czuję się jakoś lepiej przez to wykształcony, może trochę psychicznie bardziej zrelaksowany. Pracodawca też nie doceni, bo nie ma w zwyczaju - brak dyplomu nigdy nie był przeszkodą w robieniu kariery, a podwyżki dawane są niezależnie od wykształcenia. No, może dla banków będę bardziej wiarygodnym kredytobiorcą, ale jakoś w najbliższym czasie nie zamierzam.
Skoro już niezamierzenie napomknąłem o pracy (tej w której się pracuję, a nie którą się pisze), to chciałbym się pochwalić awansem. Uznano, że nadaję się już na koordynatora i tak oto nim zostałem. Oczywiście nie było to takie proste, jak tu piszę i nie było to zwykłe nadanie tytułu, ale zdołałem pokonać konkurentów i wspiąć się o szczebelek wyżej. Dobrze mi z tym niesamowicie, a moje morale wzrosły o stokroć i poziom ten się wciąż utrzymuje, mimo iż to już kilka miesięcy urząd ten sprawuję. I to tyle w temacie prac wszelakich.
A tak na co dzień, to jest zwyczajnie, acz fajnie. Przygotowania do wesela w pełni... taa... chciałoby się. Może i powinny, ale jakoś nie czuję zbytniego pośpiechu. W zasadzie wszystko jest chyba na bieżąco, ale coraz częściej zaczynam odczuwać niepokój, że coś mam do załatwienia. Ja i tak wyznaję zasadę, że im mnie się człowiek będzie spinał, tym lepiej to wyjdzie - na zdrowiu i w ogóle.
No i dość.
Pozdrawiam. skomentuj (1)
Otóż najważniejszą informacją dla mnie, a zwłaszcza dla coraz bardziej niepokojących się rodziców, jest to, że w końcu udało mi się obronić. Hm, w zasadzie nie siebie, a pracę magisterską, bo mnie jakoś nikt zbytnio nie atakował. Widocznie całe to grono naukowców, z którymi myślałem, że będę się mierzył, stwierdziło, że nie ma co zbytnio komplikować, bo by się mnie jeszcze noga powinęła i zostałbym na kolejne parę lat. I tym sposobem gładko wkroczyłem w szanowne grono magistrów. Najbardziej dotychczas biedna była Żona moja, która zmuszona była pełnić rolę mojego rzecznika w zakresie spraw magisterium, bo mnie już się bano pytać o status pracy, więc i ona głęboko odetchnęła. Ja sam nie czuję się jakoś lepiej przez to wykształcony, może trochę psychicznie bardziej zrelaksowany. Pracodawca też nie doceni, bo nie ma w zwyczaju - brak dyplomu nigdy nie był przeszkodą w robieniu kariery, a podwyżki dawane są niezależnie od wykształcenia. No, może dla banków będę bardziej wiarygodnym kredytobiorcą, ale jakoś w najbliższym czasie nie zamierzam.
Skoro już niezamierzenie napomknąłem o pracy (tej w której się pracuję, a nie którą się pisze), to chciałbym się pochwalić awansem. Uznano, że nadaję się już na koordynatora i tak oto nim zostałem. Oczywiście nie było to takie proste, jak tu piszę i nie było to zwykłe nadanie tytułu, ale zdołałem pokonać konkurentów i wspiąć się o szczebelek wyżej. Dobrze mi z tym niesamowicie, a moje morale wzrosły o stokroć i poziom ten się wciąż utrzymuje, mimo iż to już kilka miesięcy urząd ten sprawuję. I to tyle w temacie prac wszelakich.
A tak na co dzień, to jest zwyczajnie, acz fajnie. Przygotowania do wesela w pełni... taa... chciałoby się. Może i powinny, ale jakoś nie czuję zbytniego pośpiechu. W zasadzie wszystko jest chyba na bieżąco, ale coraz częściej zaczynam odczuwać niepokój, że coś mam do załatwienia. Ja i tak wyznaję zasadę, że im mnie się człowiek będzie spinał, tym lepiej to wyjdzie - na zdrowiu i w ogóle.
No i dość.
Pozdrawiam. skomentuj (1)
2010-02-12 21:49:00 | Jak by się tak zastanowić, a w zasadzie nie trzeba się nawet długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że całkiem dużo się zadziało od mojej ostatniej aktualizacji, czyli w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy (jaki wstyd!). Ściślej mówiąc, cała koncentracja zdarzeń miała miejsce w ostatnich trzech miesiącach. Przede wszystkim, wstąpiłem w związek małżeński z moją dotychczasową Narzeczoną, a teraz już Żoną. Wprawdzie nie był to jeszcze taki ślub "docelowy", gdyż dopiero w sierpniu tego roku ma się odbyć cała szopka (kościół, wesele i takie tam), ale złożyliśmy przysięgę przed urzędnikiem, a więc związek małżeński jest jak najbardziej ważny i poważny. Decyzja o podjęciu takiego kroku została podjęta w trybie ekspresowym, a bodźcem było znalezienie mieszkanka w całkiem przystępnej cenie i dobrej (ale tylko dla nas) lokalizacji. Właściwie, to "znalezienie" zostało sprowokowane przez mieszkających nieopodal znajomych, którzy najwyraźniej chcą mieć nas bliżej siebie. Zatem, jak można się już było domyślić, ślub potrzebny był, by móc wziąć kredyt na preferencyjnych warunkach. Jeśli kto by podejrzewał, że decyzja mogła być nieco pochopna, informuję, że sierpniowy "event" planowany był już wcześniej, a więc tylko nieco przyspieszyliśmy pewną formalność. Przy formalnościach będąc, to chciałbym tu napomknąć, że wzięcie takiego ślubu, to nie takie hop-siup. Musieliśmy odbyć kilka wycieczek i przekonać urzędników o wyższej konieczności, ale, choć nie bez przeszkód, udało się. Ale to jeszcze nie był koniec bojów - teraz dopiero zaczęła się walka o kredyt. W dzisiejszych czasach nie jest łatwo przekonać banki o szczerej woli spłacania zaciągniętej pożyczki. Żeby kupić mieszkanie na kredyt, to najlepiej mieć 25 lat, 10000 netto zarobków, 30 spłaconych kredytów i brak wydatków, aczkolwiek posiadać samochód i telefon stacjonarny celem pokazania wysokiego statusu społecznego. Trochę trzeba było pomanipulować faktami, ale udało się. Teraz czekamy na odbiór chaty i zaczynamy spłacać dziewiętnastoletni wyrok. Rok więc zapowiada się ciekawy - najpierw imprezka zaślubinowa w połowie roku, później odbiór i, co gorsza, umeblowywanie mieszkania - pod koniec roku.
Więcej grzechów nie pamiętam,
Pozdrawiam gorąco.
ps. Strasznie mi wstyd, że już drugi rok nie zmieniam layoutu, ale ten mi się podoba, więc może tylko archiwum poszerzę o kolejne lata.
ps2. Aha, udało mi się skończyć dyplom - jeszcze nie obronić, ale to już tuż, tuż... skomentuj (0)
Więcej grzechów nie pamiętam,
Pozdrawiam gorąco.
ps. Strasznie mi wstyd, że już drugi rok nie zmieniam layoutu, ale ten mi się podoba, więc może tylko archiwum poszerzę o kolejne lata.
ps2. Aha, udało mi się skończyć dyplom - jeszcze nie obronić, ale to już tuż, tuż... skomentuj (0)
2009-08-19 16:48:36 | Wczoraj stało się 26. Ani to okrągłe, ani jakoś ładne, zatem nic szczególnego. Życzeń napłynęło wprawdzie jakoś więcej, ale to można zapewne tłumaczyć przypomnieniami na portalach społecznościowych. Jakoś jest mi to obojętne, czy ktoś rzeczywiście pamiętał, czy też zostało mu to w jakikolwiek sposób przypomniane. Po głębszym przemyśleniu wyszło mi, że bardziej niż na pamięci, zależy mi na samej chęci pokazania, że kogoś to obchodzi. W końcu sam mam telefon pełen przypomnień o rozmaitych uroczystościach i byłoby strasznie nie w porządku, gdybym komuś zarzucał, że udaje, że pamięta, podczas gdy sam tak robię.
W domu jak zwykle czekał mnie szereg niespodzianek - Narzeczona nigdy nie zawodzi. Natomiast najbardziej zaskakujące były pierwsze życzenia, bo nadeszły tuż po godzinie 16 w przeddzień urodzin. Nie była to jednak żadna pomyłka, gdyż nadawca przebywa w Australii. Niezły zaskok muszę przyznać. Żeby się w chociaż najmniejszym stopniu zrewanżować, musiałbym pojechać na wyspy Nowej Zelandii. Oto jest wyzwanie!
Pozdrawiam. :) skomentuj (0)
W domu jak zwykle czekał mnie szereg niespodzianek - Narzeczona nigdy nie zawodzi. Natomiast najbardziej zaskakujące były pierwsze życzenia, bo nadeszły tuż po godzinie 16 w przeddzień urodzin. Nie była to jednak żadna pomyłka, gdyż nadawca przebywa w Australii. Niezły zaskok muszę przyznać. Żeby się w chociaż najmniejszym stopniu zrewanżować, musiałbym pojechać na wyspy Nowej Zelandii. Oto jest wyzwanie!
Pozdrawiam. :) skomentuj (0)
2009-07-10 23:16:12 | I stało się lato. Nareszcie. Wprawdzie byle jakie, ale bardziej letnie niż nie, co już powinnocieszyć. Wraz z nadejściem lata przewidziano jak zwykle szereg atrakcji. Zlot żaglowców był całkiem ciekawą propozycją, ale głównie mam na myśli Openera heinekenowego. Co prawda, bawiłem tylko na ostatnim dniu tego smakowitego muzycznie kąska, lecz dawka emocji odebranych była dość znaczna. Podejrzewam zresztą, że fizycznie mógłbym nie dać rady w czterodniowym maratonie. Nie mówiąc już o ciosie w budżet. Organizacja imprezy w moim odczuciu była wzorowa - pewnie dlatego, iż nie miałem przyjemności podróżowania kolejką. Myślę tylko, że biorąc pod uwagę koszt biletów, mogliby wspomniani organizatorzy nieco ograniczyć ceny dóbr, takich jak na przykład herbata z cytryną - dziewięć złotych za dwustumililitrowy kubek, tyleż samo za maciupeńką zapiekankę. No ludzie kochani! Przy tym wszystkim sześć złotych za piwo wydaje się śmieszną kwotą. No ale nic, raz się żyje. I w ten miły sposób rozpocząłem swój dwutygodniowy urlop. Jednakże ten z kolei nie zapowiadał się aż tak miło. I wcale nie jest – ślęczę całymi dniami nad moim niedorobionym magisterium i żywię płonną nadzieję, że do końca przyszłego tygodnia wreszcie napiszę "koniec". Ach, jakże piękną wizją jest brak takiego czegoś wiszącego już od roku nad moją i tak już umęczoną głową. Chciało się szybciej pójść do pracy to teraz mam. No ale działać trzeba. Ma Druga (i jednocześnie lepsza) Połówka została odesłana do domu rodzinnego, coby rodzice mogli się również nacieszyć, a przede wszystkim, aby nastała sprzyjająca atmosfera naukowa. Atmosfera taka niewątpliwie tutaj panuje, a chęci... niestety, ale wciąż na tym samym poziomie, gdzieś w okolicach zera. Niemniej, zmuszam się i męczę przy tym niemiłosiernie, ale postęp jest całkiem dobrze widoczny i zaczynam wierzyć, że coś z tego będzie.
Trzymajcie kciuki, a ja pozdrawiam. skomentuj (0)
Trzymajcie kciuki, a ja pozdrawiam. skomentuj (0)
2009-06-10 23:26:35 | No i po raz kolejny koszmarne zaniedbanie prowadzi do dość poważnego zdeaktualizowania się informacji tu zawartych. Wierzcie mi lub nie, ale było już co najmniej kilkanaście przymiarek, żeby coś tutaj wklepać, ale najwidoczniej kończyło się to tylko na przymiarkach. Na tapecie był już nawet temat rezygnacji z prowadzenia bloga ze względu na pewne zdekonspirowanie, ale po dłuższym przemyśleniu pomysł został odpędzony.
Ostatnio pisałem o spierdzieleniu się pewnych spraw, lecz w tej materii już jest w porządku. Podwyżki były, nawet zadowalające, jednakże wspominając ostatnio o podwyżkach, w ukrytym domyśle miałem w głowie zapowiadające się awanse, ale nie pisałem o tym, gdyż niechciałem zapeszać. Niestety, tym razem nie zostałem uwzględniony, co przyniosło dość sporo rozgoryczenia zwłaszcza, że niektóre decyzje były dość kontrowersyjne, choć zapewniano, że dokładnie przemyślane. Cóż, pozostaje nie przestawać wierzyć w swoje możliwości i dać z siebie więcej następnym razem.
Udało się natomiast w ostatnim czasie dość mocno sobie dogodzić wyposażając się w upragnione cztery kółka. Nie jest to może demon szybkości ani szczyt luksusu, ale autko przede wszystkim jest wystarczająco wygodne i dość oszczędne. Najbardziej jednak cieszę się, że już definitywnie, mam nadzieję, pożegnać mogę naszą wspaniałą kolej państwową, która dostarczyła mi tyle wrażeń w ostatnich latach, że dalsze czerpanie przygód z tego źródła byłoby czystą nieprzyzwoitością. Na tą decyzję wpłynęła kolejna zmiana planów na życie, której szczegóły nie będą tu istotne, gdyż i tak nie ujawniałem wcześniejszej wersji, więc może przyjmijmy, że wszystko jest po staremu. To niesamowite natomiast ile się nagle otworzyło nowych możliwości. Może w końcu uda się zaliczyć dawno obiecywaną wizytę w zoo... :)
Pozdrawiam. skomentuj (0)
Ostatnio pisałem o spierdzieleniu się pewnych spraw, lecz w tej materii już jest w porządku. Podwyżki były, nawet zadowalające, jednakże wspominając ostatnio o podwyżkach, w ukrytym domyśle miałem w głowie zapowiadające się awanse, ale nie pisałem o tym, gdyż niechciałem zapeszać. Niestety, tym razem nie zostałem uwzględniony, co przyniosło dość sporo rozgoryczenia zwłaszcza, że niektóre decyzje były dość kontrowersyjne, choć zapewniano, że dokładnie przemyślane. Cóż, pozostaje nie przestawać wierzyć w swoje możliwości i dać z siebie więcej następnym razem.
Udało się natomiast w ostatnim czasie dość mocno sobie dogodzić wyposażając się w upragnione cztery kółka. Nie jest to może demon szybkości ani szczyt luksusu, ale autko przede wszystkim jest wystarczająco wygodne i dość oszczędne. Najbardziej jednak cieszę się, że już definitywnie, mam nadzieję, pożegnać mogę naszą wspaniałą kolej państwową, która dostarczyła mi tyle wrażeń w ostatnich latach, że dalsze czerpanie przygód z tego źródła byłoby czystą nieprzyzwoitością. Na tą decyzję wpłynęła kolejna zmiana planów na życie, której szczegóły nie będą tu istotne, gdyż i tak nie ujawniałem wcześniejszej wersji, więc może przyjmijmy, że wszystko jest po staremu. To niesamowite natomiast ile się nagle otworzyło nowych możliwości. Może w końcu uda się zaliczyć dawno obiecywaną wizytę w zoo... :)
Pozdrawiam. skomentuj (0)
2009-02-14 00:24:06 | Kiedy ja się kurde nauczę, że jak jest fajnie to OK - ciesz się, korzystaj z tego, bądź szczęśliwy, ale nigdy, przenigdy nie chwal się na blogu. No pewnie, że się spieprzyło, no bo przecież musiało się spieprzyć, skoro trąbiłem na lewo i prawo jak jest fajnie, jak jest zajebiście (brzydkie słowo, wiem, ale służy podkreśleniu... yyy... nie wiem co chciałem powiedzieć), to zgodnie z regułą przekory i złośliwością życia, musiało się coś spierdzielić. Nie mówię, że się cała sytuacja odwróciła o sto osiemdziesiąt stopni, bo tak nie jest, ale jak czytam ostatnią notkę, to sobie myślę, że musiałem być ostro nabzdryngolony albo zaślepiony, że nijak nie widać było, żeby jakakolwiek troska zaprzątała moją głowę. No chyba, że wszystko co mnie teraz trapi pojawiło się wciągu ostatnich dwóch tygodni, co jest całkiem możliwe, bo ostatnimi czasy nie potrafię kontrolować upływu czasu.
Ale luzik, katastrofy nie ma, ot w robocie wali się wszystko na łeb i z wolna przestaję całość ogarniać. Zdarzyła się również wtopka, która odbiła się konkretnym echem na świecie, bo skoro całą sytuacją zainteresował się sam Łysy Martin, to już znaczy, że to nie byle błahostka. W sumie o posadę nie mam co się martwić, ale niedługo podwyżki i fajnie by było, gdyby takich wydarzeń było jak najmniej, bo na pewno nie wpływają one pozytywnie na decyzje decydentów. Niemniej, cała firma przeżywa dość stresujący okres i czuć wkurwa ogólnego na kilometr, toteż niełatwo o zwykłe pomyłki. Staram się myśleć pozytywnie, a przede wszystkim lepiej się skupiać na wykonywanych czynnościach. Jednak trafiło do bani, że coś tam z odpowiedzialności jest w tym całym dłubaniu i to nie jest takie tam klikanie i jak coś się konkretnie nabroi to niezły chaos można zaaplikować światu.
Jeśli zaś chodzi o życie pozazawodowe, to nadal tylko intensywna myśleniówa jak to wszystko rozegrać, żeby było cacy i fajnie. A niełatwe jest to. A za gówniarza się myślało jak to musi być super być dużym i móc wszystko. Trzeba się było kurde nie starzeć.
Pozdrawiam skomentuj (3)
Ale luzik, katastrofy nie ma, ot w robocie wali się wszystko na łeb i z wolna przestaję całość ogarniać. Zdarzyła się również wtopka, która odbiła się konkretnym echem na świecie, bo skoro całą sytuacją zainteresował się sam Łysy Martin, to już znaczy, że to nie byle błahostka. W sumie o posadę nie mam co się martwić, ale niedługo podwyżki i fajnie by było, gdyby takich wydarzeń było jak najmniej, bo na pewno nie wpływają one pozytywnie na decyzje decydentów. Niemniej, cała firma przeżywa dość stresujący okres i czuć wkurwa ogólnego na kilometr, toteż niełatwo o zwykłe pomyłki. Staram się myśleć pozytywnie, a przede wszystkim lepiej się skupiać na wykonywanych czynnościach. Jednak trafiło do bani, że coś tam z odpowiedzialności jest w tym całym dłubaniu i to nie jest takie tam klikanie i jak coś się konkretnie nabroi to niezły chaos można zaaplikować światu.
Jeśli zaś chodzi o życie pozazawodowe, to nadal tylko intensywna myśleniówa jak to wszystko rozegrać, żeby było cacy i fajnie. A niełatwe jest to. A za gówniarza się myślało jak to musi być super być dużym i móc wszystko. Trzeba się było kurde nie starzeć.
Pozdrawiam skomentuj (3)

